English version (still in progress...)
Słupy plakatowe w ciąży
Dziennik Łódzki  15.11.2007
...Dla mnie było to przede wszystkim nowe doświadczenie aktorskie....
czytaj>>
czytaj>>
czytaj>>
Anna Pawłowska: Pojechała pani na słynny festiwal teatralny do Edynburga trochę w ostatniej chwili, w zastępstwie kolegi z Teatru im. Jaracza, Kamila Maćkowiaka, który uległ kontuzji. Zamiast Niżyńskiego, widzowie festiwalu zobaczyli pani monodram „Podróż do Buenos Aires”. Czy nie było za mało czasu na przygotowania?
Gabriela Muskała: - Potraktowałam to jako przygodę i wyzwanie. Jestem typowym zodiakalnym bliźniakiem, lubię zmiany, i ryzyko, jeżeli kryje się za nim możliwość dotknięcia czegoś ciekawego. I taki był ten wyjazd do Edynburga. Nikt nie wiedział, co nas tam spotka: wiedzieliśmy tylko, że jest to festiwal, który ze względu na liczbę pokazywanych przedstawień wpisano do księgi rekordów Guinessa.
-W krótkim czasie zagrała pani 23 spektakle. To musiało być wyczerpujące?
- Dla mnie było to przede wszystkim nowe doświadczenie aktorskie. W teatrze mam zwykle dwa, trzy przedstawienia „Podróży..” w miesiącu. Natomiast tam grałam codziennie, oprócz śród, które mieliśmy wolne. Bardzo mnie ciekawiło, co będzie się ze mną działo podczas kolejnych spektakli. Czy będzie mnie to męczyć, czy może zwariuję po dwudziestym przedstawieniu, albo co gorsze dopadnie mnie rutyna... A jeśli tak, to jak z nią wtedy walczyć. Niezwykłe było to odkrywanie spektaklu za każdym razem na nowo i występowanie przed tamtejszą, obcojęzyczną publicznością
- Jak został przyjęty monodram?
- Mieliśmy trudne zadanie. Grałam po polsku z tłumaczeniem wyświetlanym na ekranach z boku sceny. A publiczność Fringu jest rozpieszczona. To zrozumiałe, jeśli ma się każdego wieczora do wyboru ok. 2 i pół tysiąca przedstawień. Na spektaklu nie było tłumów ale ci, którzy zostawali żeby pogratulować mówili, że mimo bariery językowej spektakl ich bardzo poruszył, bo zrozumiałe były dla nich intencje i emocje. Dostaliśmy bardzo dobre recenzje w Scotsmanie i w Sunday Timesie, ale oczywiście podobnie jak inne teatry też musieliśmy walczyć o widza.
- Nie było takich, na które nikt nie przyszedł?
- Na szczęście nie. Codzienność Fringu jest taka, ze często z braku widzów spektakle trzeba po prostu odwoływać. Nam, mimo różnych trudności, zawsze udawało się zebrać mniejszą lub większą publiczność. Kiedy w Polsce w instytucjonalnym teatrze na widowni siedzi 20 osób, zamartwiamy się, że tak mało. W Edynburgu, jeśli przy tak ogromnej konkurencji zdobędzie się 20 widzów, można mówić o sukcesie. Są oczywiście teatry, które odwiedzają Edynburg często i mają tam już swoją dużą, wierną publiczność.
- Przychodzili Polacy, którzy mieszkają na Wyspach Brytyjskich?
- Muszę przyznać, że było ich mało. Kiedy spotykaliśmy Polaków i zapraszaliśmy ich na polskie przedstawienie, pytali przede wszystkim, ile to kosztuje. Myślę, że oni tam wyjeżdżają głównie w celach zarobkowych.
- Ile kosztował bilet?
- Dziesięć funtów.
- To półtorej paczki strasznie drogich w Szkocji papierosów. Warto było tam wystąpić?
- Myślę, że dla każdego człowieka teatru to doświadczenie, które powinien przeżyć. Bo nie odczuje czegoś takiego w instytucjonalnym, repertuarowym teatrze, gdzie jest podział na aktorów, oświetleniowców, technicznych itd. i gdzie każdy „zna swoje miejsce”. Na Fringu taki podział zanika. Wszyscy pracowaliśmy na to, aby na spektakl przychodzili widzowie, rozwieszaliśmy plakaty, rozdawaliśmy ulotki, szukaliśmy instytucji, które taki temat może zainteresować. Myślę, że sprawdziliśmy się jako grupa. Zaprzyjaźniliśmy się. I również pod względem towarzyskim był to fantastyczny wyjazd.
- Ponoć jednak nie obeszło się bez trudności?
- Oczywiście. Początkowo, przez to nagłe zastępstwo mieliśmy naprawdę pod górkę. Nie było nas w ogóle w katalogu, a przez pierwszy tydzień nawet na stronie internetowej festiwalu. Tylko dzięki uporowi Doroty Szczepanek, która promowała w Edynburgu nasz spektakl, ta sytuacja szybko się zmieniła.
1 z 2 następna strona >>
:   Start   :   Życiorys   :   Recenzje   :   Artykuły   :   Galeria   :    Amanita Muskaria   :   Archiwum  :   Kontakt  :

Gabriela Muskała © 2005-2007 : Wszelkie prawa zastrzeżone