English version (still in progress...)
Trans codzienności
Dzialog 3/2007
Życie bohaterów "Daily Soup", co anonsuje tytuł, toczy się między realną codziennością a jej telenowelowym skrzywieniem...
czytaj>>
czytaj>>
czytaj>>
Życie bohaterów "Daily Soup", co anonsuje tytuł, toczy się między realną codziennością a jej telenowelowym skrzywieniem. Wszyscy w tej rodzinie się mijają, własciwie z soba nie rozmawiają, tylko w zasadzie wymieniają uwagi o tym kto i co chce zobaczyć w telewizji. W poprzedniej sztuce "Podróż do B.A." gra toczyła się między sacrum i profanum. Teraz życie bohaterów zdominowało profanum. Miejsce sacrum zajęła „daily soap”. Dlaczego właśnie o tym postanowiły Panie napisać. Walka o nową wrażliwość?

MM: Pod tym względem „Daily Soup” jest kontynuacją „Podróży...” . Bohaterowie tej sztuki też są boleśnie rozpięci pomiędzy swoją fizycznością a duchowością. Kiedy boli ich dusza, mówią o wzdęciach, kiedy są na skraju rozpaczy, myślą o środkach na przeczyszczenie. Głównym motywem sztuki jest przewód pokarmowy, wszystko toczy się wokół jedzenia, trawienia, wydalania, jedzenie staje się mechanizmem rodzinnej opresji, a w konsekwencji tego głodówka wydaje się jedyną możliwością uwolnienia się.

GM: Chodziło o pokazanie toksycznej codzienności w rodzinie, o pokazanie rodziny, która zabija, choć nie ma w niej spektakularnych tragedii: alkoholizmu, bicia, molestowania... Jest przymus bycia razem, przymus wspólnego posiłku. Takim wspólnym posiłkiem jest również serial, jest to też rodzaj „papki”, którą faszerują się nasi bohaterowie – dobrowolnie lub pod przymusem. Prawdziwe dramaty, frustracje zostają zepchnięte na drugi plan, o nich się nie mówi.

MM: Pozostając przy metaforze przewodu pokarmowego chciałyśmy pokazać, że czasem leży nam na żołądku coś, co niekoniecznie sami zjedliśmy. Tak to funkcjonuje w rodzinie. Chodzi o rzeczy spychane od pokoleń w podświadomość, rzeczy, o których istnieniu nie mamy pojęcia, a które bolą nas w środku i powodują „niestrawność”.

Telenowela pełni funkcję przerywnika. Zabawiłyśmy się doprowadzeniem dialogów serialowych do absurdu – nie ma w tym żadnego moralizatorstwa, to czysta zabawa, element muzyczny.

GM: Rzeczywistość „Daily Soup” nie jest do końca realna, a telenowela i rozmowy o jedzeniu to tylko ucieczka, jeden z „zagłuszaczy” pozwalający bohaterom sztuki nie słyszeć ich wewnętrznej, bolesnej prawdy, nie myśleć o trupie zamkniętym w szafie…

To że w podstawowej komórce społecznej, czyli mówiąc po ludzku rodzinie - relacje zawodzą demaskuje język, który powinien być środkiem komunikacji. Przy poprzedniej sztuce dużo mówiły obie Panie o inspiracji językiem swojej Babci. A teraz, jak to było? I bardzo chciałabym wiedzieć, jaki podły świat zawiera sie w słowie "bździna".

MM: Każda z postaci jest uwięziona w swoim języku, to że nie ma między nimi porozumienia wynika właśnie z tego, że żadne nie potrafi się wyłamać z powtarzalnego schematu językowych i emocjonalnych reakcji, posłuchać, o czym mówi ten drugi, gdy mówi o czymś innym, i dlaczego mówi o czymś innym, gdy najwyraźniej chce powiedzieć coś zupełnie innego.Przy pisaniu język jest dla nas zawsze największą inspiracją, również „Daily Soup” jest w pewnym sensie „podsłuchane”.

GM: Jeśli chodzi o rodzinną konstelację w naszej sztuce, to bezpośrednią inspiracją była tu scena, którą zaobserwowałam kiedyś w supermarkecie: kłótnia rodziców nad głową ich dziesięcioletniej córki. Nadawali na siebie, zwracając się przy tym wyłącznie do swojego dziecka i próbując przeciągnąć je na swoją stronę jak bezwolną lalkę („popatrz jaka twoja matka jest fałszywa”, „chyba widzisz, że twój ojciec nie jest normalny”), a ona stała pomiędzy nimi zgaszona i zrezygnowana. Pomyślałam wtedy, że jej los w jakimś sensie jest już przesądzony.

dalej >>
:   Start   :   Życiorys   :   Recenzje   :   Artykuły   :   Galeria   :    Amanita Muskaria   :   Archiwum  :   Kontakt  :

Gabriela Muskała © 2005-2007 : Wszelkie prawa zastrzeżone